The Legend of Zelda: Majora's Mask

Ponownie grałem w ten tytuł. Jednak tym razem w wersji na Gamecube. Na świeżo mam ukończoną Ocarina of Time chociaż sporo pobocznych questow ominąłem.


Pamiętam jak pisałem (przy okazji wersji na Nintendo 64 - tutaj), że Majora's Mask jest bardzo odtwórczy względem Ocarina of Time. Nic bardziej mylnego! To bardzo dojrzała i przemyślana pozycja. Z oryginalnym wykorzystaniem rytmu trzech dni. Myślę ze w Ocarina of Time mogli trochę bardziej zróżnicować gameplay pod względem podroży w czasie. Bo tak naprawdę tylko Temple of Colosseus wykorzystuje ten pomysł jak należy.

Po ukończeniu Ocarina of Time wręcz genialnym pomysłem było wydanie dodatku do gry w postaci kolejnych świątyń zadań i questow. Takie dzisiejsze DLC. Jednak ludzie w Nintendo pokusili się o zupełnie nową historie. I pomimo tego samego silnika gry, wykorzystania wielu modeli i postaci, nowa Zelda jest jedną z najbardziej oryginalnych i wciągających w całej serii.

Muszę przyznać, że wersja z Gamecuba względem pierwowzoru z Nintendo 64 prezentuje się o wiele lepiej. I mimo, że nic nie zmieniono to obraz jest ostry i wyraźny. Przypomina trochę ten z emulatora, ale tekstury się nie łamią i nie występują błędy.

To co może być dla wielu zaskoczeniem to system zapisywania gry. W Ocarina of Time w każdej chwili można było dokonać zapisu. Tutaj zaś zapis jest automatyczny w momencie powrotu do dnia 1. Tak więc nie ma mowy o półgodzinnym posiedzeniu. Trzeba zarezerwować co najmniej ze 2 godziny. Są co prawda tzw "check pointy" w kluczowych miejscach, ale trzeba je odnaleźć i uruchomić.

Świat w Majora's Mask jest dość rozległy i zagmatwany. Wracając do pierwszego dnia wracamy również do bram miasta. Dlatego też w szybkim poruszaniu się pomagają nam punkty orientacyjne do których możemy teleportować się po zagraniu pieśni. Oczywiście te teleporty trzeba wcześniej aktywować.

Ja sam grywam wieczorami gdy jest cisza i spokój, a koniec dnia pozwala zapomnieć o codziennych obowiązkach. Jedynie godzina często robi się późna i nim się obejrzę jest 1 w nocy, co ma znaczenie gdy o 6 rano trzeba wstać... ale i tak warto! Chciałbym kiedyś ograć jeszcze wersje na 3DS'a. Ale to dalsza przyszłość, bo najpierw muszę zaopatrzyć się w takową konsolkę.

Od początku rozgrywki towarzyszy nam klimat niepokoju i grozy. Z jednej strony to świadomość spadającego księżyca, a z drugiej fakt, ze zostaliśmy wrzuceni do króliczej nory przemieniono nas w dziwnego stworka leśnego (i nie wiadomo jak ten czar odwrócić) i znaleźliśmy się w zupełnie obcym miejscu bez jakiegokolwiek wsparcia czy pomocy. Tym razem to nie my wyruszamy ratowac swiat kecz podstępny i okrutny świat czyha na nasze życie. Nie uświadczymy tutaj licznych pobocznych postaci służących nam pomocą. Nawet wróżka która się do nas dołączyła często swymi wypowiedziami staje nam w gardle. A żeby tego było mało to w cale to zamieszanie trafiamy jako mały Link nie zaś ten dorosły. Trochę jak dziecięcy sen, który przerodził się w koszmar...

Podsumowując krótkie wspominki o grze. Jest to już moje trzecie podejście do Majora's Mask. Pierwsze na emulatorze wiele lat temu zakończyłem gdzieś w połowie gry. Drugie na Nintendo 64 było mozolne i wyczerpujące, ale i satysfakcjonujące. Obecne teraz trzecie daje mi najwięcej radości gdy znam już grę i wiem gdzie iść i co robić.

 @ Valoo

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Banjo Kazooie

Doctor V64

Nintendo Switch - Yooka Laylee